03.02.2008 R. – SERIA NIESPODZIANEK!

Przedostatnia kolejka sezonu obrodziła w całe pasmo niespodzianek. Nic już nie jest pewne, jeśli chodzi o układ w tabeli. Rafax Gniezno, po pasjonującym meczu na wyjeździe z Zagłębiem Lubin zupełnie nieoczekiwanie ma nawet szansę na II lokatę! Ale od początku… mecz zaczął się od prowadzenia miejscowych w 13 minucie. Później parę akcji przeprowadzili Gnieźnianie. Jedna z nich w końcu zakończyła się wyrównującą bramką i na przerwę zespoły zeszły przy remisowym stanie. W II połowie meczu Rafax wyszedł na murawę odmieniony. Czy to taktyka, czy motywacja tego nie wiadomo, ale fakt był taki, że Ireneusz Igliński (Rafax) szalał na boisku. Najpierw w 56 minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie, później Walter Eckstein (Rafax) dołożył 3 gola, a na koniec znów wspomniany Igliński pakował gole jak na zamówienie. Miejscowi kibice już nawet z rozpaczy bili mu brawo, kiedy zdobywał hattricka. Ostatecznie Zagłębie poległo na całej linii, przegrywając 1 – 5 i to ich trzecia, kompromitująca porażka z rzędu.
„Waleczne serce” tak kibice nazywają już zespół Black_Hole. Szczególnie jest to trafne po meczu z liderem – Z Góry Przegrani. Black_Hole skazani już na spadek z VI ligi podnieśli głowę i walczą do końca. To podoba się wszystkim i dziś pełne trybuny oglądały wyżej wymienione starcie. Szaleństwo ogarnęło publikę już w 2 minucie meczu, kiedy to „Czarni” wyszli na prowadzenie. Po tym golu mecz stał się brzydki. Kopanie po kostkach skutkowało kartkami i kontuzjami, a goli już do przerwy nie było widać. W kolejnych 45 minutach Z Góry Przegrani musieli w końcu sięgnąć po swojego asa - Ruud-Jan Ronteltap’a, który zdołał wyrównać na 1 – 1. Grać im się jednak nie chciało i gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie, jednak strach przed kompromitacją wykrzesał z gości ostatnie siły i na koniec należało odnotować wynik 2 – 2. Taki obrót sprawy dał jeszcze formacji Black_Hole małą nadzieję na uchronienie się od spadku, ale wszystko w rękach przyszłotygodniowych spotkań.
Już niewalczące o nic dwa kluby Muranowianka Muranow i FC Leszczyny miały zagrać dziś raczej rekreacyjnie. Zaczęło się senne, pół godziny nieciekawej gry rozleniwiło kibiców, grzejących się na słoneczku. Ale powoli ludzie przebudzali się, gdyż gol rozochocił zawodników. Na prowadzenie wyszli Muranowianie, ale jeszcze przed przerwą na tablicy świetlnej pokazał się remis. W II połowie goście wyszli na prowadzenie, co zaostrzyło grę. Nikt nie odstawiał nogi, więc kartki sędzia dawał ze sporą intensywnością i nawet remis 2 – 2 od 65 minuty nie uspokoił nerwów. W konsekwencji takiej gry, Leszczynianie stracili dwóch graczy z powodu kontuzji, co nie zapowiada nic dobrego na przyszłotygodniowy mecz z Black_Hole. Po meczu na szczęście nie doszło do bezpośredniego starcia managerów, ale nerwów było za pewne sporo.
Ostatnia para, Tury – Shymki jak już wiadomo nie rozegrała meczu. Zaliczono tradycyjnie 0 – 5. W tym czasie zawodnicy Shymki byli widziani na wycieczce krajoznawczej w okolicach Pcimia Dolnego.
Za tydzień ostatnia kolejka sezonu.
* FC Leszczyny - Black_Hole
* Shymki - Zagłębie Lubin
* Z Góry Przegrani - Tury
* Rafax Gniezno - Muranowianka Muranow
Najciekawiej wygląda starcie Black_Hole, którzy muszą wygrać i będą spoglądać na wynik meczu zespołu Shymki. Ci, jeśli wywalczą zaledwie remis, to o spadku zadecyduje stosunek bramkowy. Ciekawie wygląda również sytuacja Rafaxu Gniezno. Jeszcze nie tak dawno martwiono się, że klub stoi zbyt niebezpiecznie nisko w tabeli, a tutaj zrodziła się szansa aż na drugie miejsce w zestawieniu. To spore zaskoczenie i nadzieja na pełne trybuny za tydzień.
|
27.01.2008 R. – SKROMNE, ALE WAŻNE ZWYCIĘSTWO!

Dzisiejszy mecz Rafax Gniezno – Shymki miał ogromne znaczenie dla obydwu klubów, gdyż walka o utrzymanie się w VI lidze wkracza w decydującą fazę. Goście dość niespodziewanie przygotowali odmienny styl gry i zastosowali ustawienie defensywne. Obrona na nic się zdała, gdyż już w 4 minucie Cezary Borowski (Rafax) pokonał bramkarza gości. Po tym zdarzeniu zespoły zaostrzyły grę, co skutkowało żółtymi kartonikami, pokazywanymi przez sędziego zawodów. Obraz gry nie zmienił się do przerwy, kartki, niewykorzystane akcje, słowem nuda.. II połowa to znacząca przewaga Rafaxu, ale aż 3 dogodne sytuacje nie przyniosły efektu bramkowego. Ostatecznie ten bezbarwny mecz nie dał kibicom kolejnych goli, a zainkasowane 3 punkty dały miejscowym więcej szans na dobre miejsce w tabeli.
Rewelacja drugiej części sezonu FC Leszczyny podejmowało u siebie drugi zespół będący zaskoczeniem w tym sezonie - Zagłębie Lubin. Choć pochmurny dzień odstraszył część kibiców i było widać puste krzesełka, to ci, co przybyli mieli niezłą ucztę piłkarską. Już w 5 minucie pierwszy rzut wolny został zamieniony na bramkę. Dokonali tego goście, czym z lekka zdezorientowali przeciwnika. Ci dość szybko zrehabilitowali się doprowadzając do remisu. Leszczynianie byli na fali, dlatego jeszcze przed zejściem na przerwę podnieśli wynik na 2 – 1. Pierwsza połowa obfitowała jeszcze w niewykorzystane sytuacje oraz kilka groźnych starć, co zapowiadało ostrą rywalizację na II połowę. Po 52 minutach gry miejscowi ponownie utonęli w swoich ramionach ze szczęścia. Kolejna siatka i rywal z Lubina wydawał się przygnieciony. Baybars Okanay (FC Leszczyny) tuż przed końcem meczu musiał opuścić boisko za czerwoną kartkę, ale nawet będąc w osłabieniu jego koledzy podnieśli wynik. Choć Zagłębie pokonało jeszcze w odpowiedzi bramkarza miejscowych, to i tak rezultat 4 – 2 wydaje się być dla nich deprymujący.
Mecz Z Góry Przegrani – Muranowianka Muranow mógł być kiedyś meczem „na szczycie”, ale tak się poukładało w tabeli, że owo starcie można było nazwać „sparingiem dla lidera”. Gospodarze podeszli do meczu na luzie, gdyż nikt i nic już nie odbierze im awansu. Mimo uśmiechów na twarzach zawodników, mecz wyzwolił w nich wolę zwycięstwa, w końcu na trybunach było sporo pięknych pań. Ale nie szło im jak zawsze, kopanina na środku boiska doprowadziła do tego, że sędzia zajął się rozdawaniem żółtych kartoników, a zawodnicy zapomnieli, że należy strzelać gole. II połowa jakby dawała nadzieje, na jakieś emocje. Najpierw Z Góry Przegrani uzyskali prowadzenie, ale za chwilę był już remis, który pozostał do końca meczu. Nuda, kartki i kontuzje, to podsumowanie tych zawodów.
Tuż przed meczem Tury – Black_Hole, kluby w VI.621 lidze obiegła informacja, że ten mecz się nie odbędzie i władze futbolowe zapowiadają walkower. Spowodowane to było znanymi już kłopotami zespołu Tury. Ostatecznie klub pozbawiono władz, a zawodnicy otrzymali wypowiedzenia. W związku z powyższym zaliczono wynik 0 – 5, ale manager Black_Hole mimo łatwych 3 punktów nie był zadowolony. W oficjalnej wypowiedzi Pan Deries zakomunikował, że miał nadzielę na potknięcie się zespołu Shymki w starciu z Turami, czym jego klub mógłby jeszcze liczyć na pozostanie w VI lidze. Teraz to już stało się nierealne.
Rafax Gniezno nadal nie jest pewny, że nie spadnie do VII ligi, choć w klubie nikt nawet nie myśli o takim obrocie sprawy. W najgorszej sytuacji są właśnie wspomniane Shymki i Black_Hole, ale nie takie dziwne wydarzenia w świecie piłki widziano. Są jeszcze II kolejki do końca i wiele jeszcze może się zdarzyć.
|
20.01.2008 R. – RAFAX PODNOSI GŁOWĘ?

Nie było wesoło w klubie w ostatnich tygodniach. Efekty w postaci transferu nie dawały spodziewanych rezultatów, dlatego też mecz Rafax – Tury musiał już być tym zwycięskim. Jak się okazało po wyjściu zawodników na boisko, trener z managerem Gnieźnian nie pozmieniali za dużo w składzie, w porównaniu z poprzednim starciem tych drużyn. Początek meczu był iście wymarzony dla miejscowych kibiców. Już 2 minuta obrodziła w pierwszego gola, a po kwadransie gry, szaleństwo na trybunach trwało nadal. Powodem tego było prowadzenie już 2 – 0. Świetna gra między innymi Karla Grundstada (Rafax) sprawiła, że pokusił się on o zdobycie swojej drugiej bramki, a tym samym na zmianę wyniku. Przy stanie 3 – 0 nieco przebudzili się goście i jeszcze przed przerwą uzyskali honorową bramkę. W szatni, z tego, co się dowiedzieliśmy trener nakazał spokój i rozwagę w grze. Celem tego rodzaju taktyki, było oszczędzanie graczy na przyszły tydzień, kiedy to odbędzie się niezwykle ważny mecz. Takie postawienie sprawy na II połowę spowodowało, że wynik już się nie zmienił. Gracze zakotłowali się w środkowej części boiska, załapali parę kartek i rozjechali się do domów. Ważne 3 punkty dają spore nadzieje na pozostanie w VI lidze, co ostatnio nie było takie pewne.
„Meczem kolejki” było starcie nieoczekiwanego vice lidera - Zagłębia Lubin z liderem - Z Góry Przegrani. Zadyszka lidera mogła spowodować, że ten mecz mógł być dla nich nie łatwym zadaniem, ale po kilku minutach gry zobaczyliśmy stary, dobry i co najważniejsze skuteczny skład gości. Rozpoczęło się od 13 minuty, kiedy to super-duet Augustin Tabula/Ruud-Jan Ronteltap (Z Góry Przegrani) uruchomili swój talent piłkarski. Strzelili dwa gole, przy stracie jednego, czym dali wyraźny sygnał, co trzeba robić w II połowie spotkania. Ale po przerwie długo nic się nie działo. Zagłębie nie miało okazji wyrównać, a Z Góry Przegrani czekali aż przeciwnik się zmęczy. Dzieło zniszczenia zaczęło się dopiero w 80 minucie, gdy goście zaczęli swój przepiękny koncert gry. Przez 6 minut strzelili 4 gole, co kwalifikuje się do księgi rekordów Guinnessa! Rezultat 1 – 6 dał już niemal 100% awans zespołu Pani manager Joanny, ale z gratulacjami poczekamy na odpowiedni moment.
Ostatnie słabsze występy Muranowianki Muranow uruchomiły naszą czujność i należało zapytać co nie co miejscowych informatorów. Uzyskaliśmy informacje, że w klubie nie najlepiej się dzieje, nie są uzgadniane mecze sparingowe, a sam manager jest gościem w gabinetach klubowych. Coś w powietrzu wisi, ale jeszcze nie wiadomo, do końca co. Nie mniej starcie z Black_Hole na własnym stadionie powinno być dla tej drużyny bułeczką z masłem. Goście grający ostatnio swoja ulubioną taktyką – pressingiem nie raz już wywieźli remis z trudnych boisk. I tutaj zaczęło się ciekawie, bo od gola dla „Czarnych”. Radość jednak nie trwała długo, bo 2 minuty. Miejscowi najpierw wyrównali, a chwilę później wyprowadzili zespół na 2 – 1. Niestety w tym momencie gry, nieprofesjonalnie zachował się Nicolas Nielsen (Muranowianka), który zakończył grę z czerwoną kartką na koncie. Mimo to, do przerwy i jeszcze w II połowie ciągle na boisku dominowali miejscowi. Po strzeleniu jednak trzeciego gola Muranowianka zaczęła płacić zmęczeniem, spowodowanym brakiem jednego gracza. Po jednym z rzutów rożnych goście strzelili kontaktową bramkę i nabrali ochoty na remis. Walczyli i udało się na 5 minut przed końcowym gwizdkiem. 3 – 3 i kto wie, czy ten 1 punkt nie da Black_Hole pozostanie w VI lidze.
Spore znaczenie dla końcowego układu w tabeli może mieć wynik dzisiejszego meczu Shymki – FC Leszczyny. Oba kluby bronią się przed spadkiem, a dobre wyniki Leszczynian stawiały ich w roli faworyta. Błotnista murawa nie dawała rozwinąć skrzydeł niektórym zawodnikom i ponad pół godziny zespoły sprawiały wrażenie zaspanych. Dopiero w 36 minucie goście objęli prowadzenie, a chwilę później trybuny płakały razem z deszczem, po stracie kolejnej bramki. Jeszcze na zejście do szatni Shymki zdobyły bramkę dającą nadzieję na II połowę, ale co to dało, jak niebywale groźnej kontuzji doznał ich napastnik. Druga połowa dobiła załamanych gospodarzy. Szybka, kolejna bramka na 1 – 3 i w zasadzie było po meczu. Zawodnicy człapali w błocie, co skutecznie odebrało im chęć do gry.
Trzy kolejki do końca i sytuacja w dole tabeli nie jest jasna. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że będąca aktualnie na 3 pozycji w tabeli Muranowianka Muranow, nie może być pewna pozostania w VI lidze! Tak ciekawej sytuacji dawno piłkarskie oczy nie widziały.
|
06.01.2008 R. – KIBICE ZWĄTPILI…
Rozbudzone nadzieje w ostatnich dniach, że zespół Rafaxu Gniezno będzie w stanie stawić opór silnej ekipie Z Góry Przegrani, po dzisiejszym meczu zostały rozwiane. Kibice mieli nadzieje, że zakup najdroższego i najlepszego gracza w historii klubu przyniesie zmianę lekko niekorzystnego obrazu gry. Rzeczywistość okazała się inna. Mecz rozpoczął się dobrze, bo po stracie gola szybko Gnieźnianie wyrównali. Ale goście przywieźli ze sobą gwiazdę ligi - Augustina Tabula, który brylował na boisku. Praktycznie w raz z kolegami rozmontowywał obronę Rafaxu i już do przerwy miał na koncie hattricka. Wynik 1 – 4 praktycznie ustawił mecz i trener w szatni mógł tylko podawać zawodnikom bidony z piciem. Pierwsze 45 minut obfitowało w groźne starcia, co przyczyniło się do kontuzji z obu stron. Piotr Szymczykowski był jednym z tych graczy, a wspomniana kontuzja przyśpieszyła jego decyzję o odejściu na piłkarką emeryturę (wspomnienie o tym graczu będzie w dziale Z ŻYCIA KLUBU). Po przerwie Walter Eckstein (Rafax) mający znacznie wzmocnić ekipę z Gniezna, osłabił ją schodząc za czerwony kartonik. To już tylko mogło pogrzebać miejscowych, stracili kolejne gole i z wynikiem 1 – 6 zeszli z murawy. Zeszli…, a w zasadzie zbiegli, ponieważ lecące owoce z trybun były dość niebezpieczne dla ciał zawodników.
Mimo kilku słabszych występów Shymki są ciągle ekipą, która może wygrywać. Przekonał się o tym Black_Hole, mimo że mecz miał dość wyrównany przebieg. Zaczęło się od 16 minuty, kiedy to miejscowi zdobyli gola. Wyrównanie padło jednak szybko, co ostudziło trybuny. Ale kibice nie nudzili się, bo ich pupile ponownie wyszli na prowadzenie po niecałych 30 minutach gry. Radość trwała aż do przerwy, bo na zejście do szatni miejscowi mieli już 3 gole na koncie. W drugiej odsłonie meczu Black_Hole ruszyli z impetem i ich nadzieje wzrosły po redukcji wyniku na 3 – 2. Cóż z tego, jak ich mało odpowiedzialny zawodnik zszedł za drugą żółtą kartkę, a to z pewnością nie pomogło w walce o remis. Ostatecznie rezultat nie zmienił się, a Shymki ładnie umacniają się w środkowej części tabeli.
Hitem kolejki ogłoszono mecz Zagłębie Lubin – Muranowianka Muranow. Lubinianie z przeciętnej ekipy wyrastają na silny klub, pretendujący do drugiego miejsca w tabeli. Do tej pory takim pewniakiem była Muranowianka, ale ten mecz zweryfikował poglądy, co niektórych obserwatorów. Ulewny deszcz nie pomagał zawodnikom, ale pierwsza połowa była niezwykle interesująca. Najpierw gospodarze po kwadransie uzyskali prowadzenie. Potem trochę wiało nudą, by wreszcie w 42 minucie padło wyrównanie. Kiedy publiczność już myślała o wyprawie po gorące kiełbaski, najpierw żółty kartonik zobaczył gracz przyjezdny, potem bramkę na 2 – 1 zdobyli Zagłębiacy. Jeszcze w tej samej, 45 minucie oczy ze zdziwienia przecierali goście, bo stracili jeszcze jedną bramkę! Taki szok nie mógł pozostać bez echa na drugą połowę. Muranowianka praktycznie już nie istniała na boisku, a na ich szczęście miejscowi byli już mało skuteczni. Po tym starciu zespoły zamieniły się miejscami i walka o drugie miejsce nabrała rumieńców.
Najwyższy wynik w tym sezonie padł na stadionie Colloseum Arena, gdzie miejscowe FC Leszczyny rozgromiły Tury. Pierwsze pół godziny meczu nie zapowiadało ciekawych wydarzeń. Żadnej akcji zespoły nie przeprowadziły, ale wreszcie Richard Ellsworth (Leszczyny) otworzył wynik. Bramka zadziałała na zawodników jak środek dopingujący, a kibice ujrzeli grad bramek. Tury nie wiedziały dokładne, o co chodzi, bo po 45 minutach gry było już 4 – 0. Wiedzieli jednak, w czym rzecz miejscowi, gdyż każdy gol może zaważyć w końcowym rozrachunku, jeśli chodzi o pozostanie w lidze. Strzelali i wszystko wchodziło do bramki przeciwnika, a wspomniany wyżej Richard Ellsworth pokusił się o zdobycie 3 goli, dających mu hattricka. Ostatecznie padł rekordowy wynik 9 – 0, a łzy szczęścia nie ominęły nawet managera miejscowej drużyny.
Trzeba przyznać, że Rafax Gniezno przeżywa trudne chwile. Z zespołu, który miał raczej dość pewne miejsce w środkowej części tabeli, staje się zespołem, który będzie musiał zawalczyć o utrzymanie się. To nie był cel managera klubu, dlatego czas brać się za robotę.
|
30.12.2007 R. – PONOWNY PODZIAŁ PUNKTÓW.

Rewanżowe spotkanie pomiędzy Black_Hole a Rafaxem Gniezno ponownie zakończyło się podziałem punktów. Oba kluby są ostatnio bardzo podobne, jeśli chodzi o statystyki poszczególnych formacji, co remisowy wynik wyraźnie potwierdził. Ulewny deszcz sprawił, że prawie całe 45 minut gry było mocno chaotyczne, a konstruowane akcje kończyły się albo niecelnym strzałem, albo słupkiem. W końcu na kilka chwil przed zejściem na przerwę gospodarze umieścili piłkę w gnieźnieńskiej siatce. Tuż po wznowieniu gry wydawało się, że będzie już po meczu, gdyż Black_Hole zmienili wynik na 2 – 0. Na szczęście kondycyjnie lepiej przygotowani przyjezdni zaczęli osiągać przewagę na boisku i najpierw w 58 minucie uzyskali kontaktową bramkę, a następnie 240 sekund później doprowadzili do remisu. Do końca spotkania żaden z klubów już nie był w stanie pokusić się o zwycięstwo. Jednym wydarzeniem była kontuzja napastnika gospodarzy, ale wydaje się, że uda mu się wrócić do zdrowia już na następną kolejkę ligową.
Sporym zainteresowaniem cieszył się mecz sensacyjnego przegranego z ostatniej kolejki - Z Góry Przegrani z jego pogromcą - FC Leszczyny. Tym razem po zmianie stadionu podopieczni pani manager nie mogli sobie pozwolić na wpadkę. Mocno umotywowani, ale też zdenerwowani nieoczekiwanie w 7 minucie stracili gola. Prawie 53 tysiące widzów wydało z siebie dźwięki oznaczające niezadowolenie. Przy takim obrocie sprawy miejscowi nie mieli wyjścia i rzucili wszystko na atak. Najbardziej skutecznym okazał się Augustin Tabula (Z Góry Przegrani), który doprowadził do remisu. Do przerwy jednak ulubieńcem trybun został Ruud-Jan Ronteltap, który swoimi dwoma trafieniami ustawił wynik na 3 – 1. To już pozwalało miejscowym rozluźnić się i po przerwie grali już swoim rytmem. Wspomniany wyżej Tabula przejął pałeczkę lidera swojej drużyny i rozpoczął koncert gry. Oczarował publiczność kolejnymi golami, wprowadzając swoje nazwisko na lidera strzelców ligi. 8 trafień, kolejny - 10 hattrick i w sumie 97 bramka w karierze, to imponujący bilans tego gracza. Ostatecznie FC Leszczyny poległy 5 – 1 i zostały sprowadzone na ziemię.
Niezwykłą dramaturgię miał przebieg mecz Muranowianka Muranow vs. Shymki. Pełne trybuny i piękna pogoda zapowiadało ciekawe widowisko. Choć sam początek meczu nie należał do atrakcyjnych, to już w 22 minucie gospodarze objęli prowadzenie. Niestety kilka chwil później początek tragedii miejscowych, czyli kontuzja zawodnika i strata gola. Zawodnicy zeszli do szatni przy remisowym wyniku, ale tuż po wznowieniu kolejna niepokojąca seria dopadła Muranowiankę. Strata gola i … kontuzja. Zmiany na boisku na tyle pomogły miejscowym, że osiągnęli przewagę i w 56 minucie mieli już remis. To podniosło nieco morale miejscowych, a sam kapitan - Zdzisław Złotowski (Muranowianka), udowodnił, że nie bez powodu przewodzi w drużynie. W niespełna 3 minuty pogrążył Shymki pakując dwa gole i dał wynikiem 4 – 2 zwycięstwo Muranowianom. Niestety sukces przyćmiła jeszcze jedna kontuzja gracza, która spowodowała, że manager gospodarzy siedział jeszcze kilka minut po meczu, z twarzą przypominającą pomnik z kamienia.
Na koniec o meczu Tury – Zagłębie Lubin. 16 tysięcy pogrążonych w żałobie kibiców miejscowej drużyny przyszło w zasadzie wypić przyniesione nielegalnie trunki na stadion. Pili i oglądali w milczeniu jak ich stoczony na dno klub, dostaje tęgie lanie od przyjezdnych. Choć pierwsze 26 minut nie wyglądało źle, a nawet można powiedzieć dobrze, bo Tury prowadziły 1 – 0, to później było już tylko gorzej. Pierwsza połowa zakończyła się remisem, co dawało jeszcze pewne nadzieje, ale po przerwie obraz gry był tylko korzystny dla Zagłębia. Ludwik Farbiś (Zagłębie) był w fenomenalnej dyspozycji i strzelił dwa kolejne gole, a na koniec jeszcze jego kolega Władysław Pyszyński dopełnił formalności. Ostatecznie wynikiem 1 – 4 zakończyło się to spotkanie, które przy wygranej przyjezdnych spowodowało, że za tydzień będziemy oglądać starcie dwóch pretendentów do wicemistrzostwa ligi.
|
23.12.2007 R. – PÓŁMETEK SEZONU - ŚREDNIE NASTROJE.

VII kolejka spotkań za nami. Starcie Rafaxu Gniezno z Black_Hole było rekordowe pod względem ilości publiczności, jak i … wpływów do kasy klubowej. Ale pełne trybuny miały umiarkowane nastroje, gdyż zacięty mecz zakończył się podziałem punktów. Emocji jednak nie brakowało, gdyż między 22 a 29 minutą padły aż 3 bramki. Najpierw miejscowi zdobyli prowadzenie, za chwilę wyrównanie i znów prowadzenie. Na przerwę więc zawodnicy schodzili przy stanie 2 – 1. Oczywiście akcji było zdecydowanie więcej, co dodatkowo ekscytowało kibiców. Od 50 minuty ponownie emocje sięgnęły zenitu. Goście najpierw wyrównują na 2 – 2, a kilka chwil potem wychodzą na prowadzenie. Nerwy udzielały się z obydwu stron, co zaowocowało czerwonym kartonikiem dla gracza z Black_Hole. Pomogło to trochę Gnieźnianom, wykorzystali zamieszanie w szeregach gości i wyciągnęli wynik na remis. Widowisko ostatecznie nie przyniosło już rozstrzygnięcia, a obaj trenerzy zapowiadali sukces w rewanżu za tydzień.
Nudny mecz, do jednej bramki miał odbyć się na Colloseum Arena, gdzie miejscowe FC Leszczyny miały stawić czoła gwiazdom z zespołu Z Góry Przegrani. Goście pewni siebie podeszli do meczu jednak zbyt nonszalancko, nie doceniając rywala. Rozluźnili się tym bardziej, że pierwsi zdobyli gola i uzyskali prowadzenie. Pierwsza połowa, dość nieciekawa upłynęła pod dyktando niewykorzystanych akcji i kilka starć na pograniczu faulu. W drugiej części meczu nic nie zapowiadało, że nastawieni ofensywnie FC Leszczyny w jakiś sposób zagrożą gościom. Groźna kontuzja ich zawodnika pobudziła jednak gospodarzy. Wyczuli, że rywal ma dzisiaj senny sposób gry i zszokowali ich w przeciągu 2 minut dwoma bramkami! Szok gości był na tyle duży, że nadrabiali niesportowym zachowaniem zamiast grą. Czasu nie starczyło i sensacja stała się faktem. Porażka lidera z outsiderem tabeli pokazała, że nie ma w tej lidze słabeuszy.
Emocji nie zabrakło również w konfrontacji pomiędzy zespołami Shymki i Muranowianka Muranow. Masa kibiców przy pięknej pogodzie zapełniła trybuny, a wolnych miejsc nie było nawet na okolicznych drzewach. Po rozgrzewkowych, niecałych 20 minutach nad stadionem rozniosło się głośnie „jeeeeeest!!!” - to miejscowi zdobyli gola. Radość jednak została stłamszona przez weterana boisk piłkarskich - Zdzisława Złotowskiego (Muranowianka), któremu wystarczyło kilka chwil nieuwagi przeciwników, na strzelenie dwóch goli. Smutek dopełniła jeszcze jedna bramka, tak że do szatni zawodnicy Shymki zmierzali w minorowych nastrojach. W drugiej połowie nieco zmotywowani przez trenera gospodarze walczyli jak równy z równym i udało im się zmodyfikować rezultat. Nie mniej wynik 2 – 3 to nadal nie to co chcieli. W 88 minucie gry goście rozwiali nadzieje na chociażby remis, pakując piłkę do bramki miejscowych. Choć już w kolejnej akcji znów zmniejszyli rozmiary porażki, to i tak morale im się nie podniosło. 3 – 4 i szansa dobrego występu prysła, jak bańka mydlana.
Na koniec mecz – formalność. Zagłębie Lubin podejmowało rozbite do granic możliwości Tury. Serię goli miejscowi zapoczątkowali już w 3 minucie gry. Mimo groźnej kontuzji jeszcze dobrze nierozgrzanego gracza z Lubina, festiwal trwał dalej, a klasą popisał się Romuald Ludwinek. Ustrzelił on sobie dwa kolejne gole i „przekazał pałeczkę” koledze z drużyny Marcinowi Rękasowi, który też miał ochotę postrzelać. Jeszcze przed przerwą zmienił on wynik na 4 – 0. Tury nie istniały na boisku, na domiar złego dotkliwa kontuzja dopadła ich gracza. To był kres tej formacji, a kolejne gole stoczyły ten klub na samo dno. Ostatecznie skończyło się na wyniku 7 – 0, co dało Zagłębiu pewne 3 miejsce w tabeli, na półmetku rozgrywek.
Wśród fanów Rafaxu Gniezno nastroje są umiarkowane. Działacze uspokajają, że cel postawiony przed klubem, co prawda z kłopotami, ale jest realizowany. Dość duża rozbudowa stadionu uszczupliła nie co klubową kasę, ale efekty w postaci wpływów z biletów są zadowalające. To daje szanse na wzmocnienia jeszcze na drugą część rozgrywek, a przy odrobinie szczęścia, można będzie pokusić się o powtórkę wyniku z zeszłego sezonu.
|
16.12.2007 R. – PONOWNIE O MAŁY WŁOS.

Chłopcy z Rafax Gniezno w starciach z potencjalnie silniejszymi formacjami często są o włos od sprawienia niespodzianki, ale nigdy nie mogą jej zrealizować. Wyjazdowy mecz z zespołem Z Góry Przegrani również potwierdził tą teorię. Zaczęło się od kilku akcji gospodarzy, ale aż pięciu obrońców skutecznie odpierało ataki. Raz jednak w 29 minucie nie upilnowali jednego z graczy i było 1 – 0. Niespodziewanie jednak dla miejscowych kibiców na przerwę zawodnicy schodzili przy stanie 1 – 1, co nie co rozochociło gości do walki. W 78 minucie gry, po kolejnej kontrze Rafax uzyskał prowadzenie. Radość przyjezdnych trwała jednak krótko, dwie szybkie akcje i już było po meczu. 3 – 2 i duży niedosyt, tak można by podsumować wydarzenia na boisku. Po meczu Raf_B powiedział: „przyjechaliśmy powalczyć o punkt, nie udało się, ale cel na ten sezon to utrzymanie się w godziwym stylu. Mamy przed sobą dwu-mecz ze słabszym rywalem. Tutaj musimy mieć 6 punktów!”.
Rywal, o którym myślał Raf_B to Black_Hole, który miał dość trudne zadanie, gdyż mecz z rewelacją tego sezonu – Shymki nie miał należeć do łatwych. Gospodarze przekonali się o tym błyskawicznie, gdyż pierwsze bramki padły tak szybko, że spóźnieni kibice przybywający na stadion pokazywali sobie palcami, że tablica świetlna jest uszkodzona, wyświetlając dziwny wynik. A wynik był realny i 0 – 2 widniało po 6 minutach gry! Miejscowi lekko otrząsnęli się i zdołali zniwelować rozmiary porażki, ale przed przerwą i tak Shymki dołożyli kolejnego gola. W drugiej odsłonie meczu, Müşfik Yakalı (Black_Hole) znów pociągnął swój zespół do boju zdobywając swojego drugiego gola. To dało nadzieje miejscowym kibicom. Nieustanny doping na tyle wpłynął na zespół, że na 5 minut przed końcowym gwizdkiem udało się wyrównać i uratować honor.
„Doły” tabeli spotkały się dziś między sobą i zamierzały „przedyskutować”, kto definitywnie straci szanse na pozostanie w VI lidze. Tury i FC Leszczyny, bo to o tych klubach mowa, zakotwiczyły się na 7 i 8 miejscu, co zapewnia im degradację do niższej ligi. FC Leszczyny wyraźnie były mocniej zdopingowane do walki i otworzyły wynik spotkania. Po 22 minutach gry mieli już na koncie drugie trafienie i mimo że Tury jeden raz odgryzły się bramką, to i tak po pierwszej połowie było widać zdecydowaną przewagę gości. W drugiej połowie Leszczynianie postanowili już nie wypuścić wróbla z garści i parli na rywala ze zdwojoną siłą. Kolejne dwa gole i rezultat 1 – 4 był odzwierciedleniem wspomnianej przewagi. Mimo wygranej oba kluby mają 4 punkty straty do najbliższego, będącego na 6 miejscu Black_Hole, ale jest jeszcze realna szansa powalczenia.
Muranowianka Muranow po serii porażek zaczyna się podnosić z murawy. Najpierw planowe zwycięstwo z Tury, a dziś przyszła pora rozprawić się z Zagłębiem Lubin. Mecz od pierwszych minut układał się w ręcz idealnie. Gładko zdobywane gole, głównie za sprawą Stefana Ciobanu, dały nie zły wynik do przerwy – 3 – 0. Zagłębie niby próbowało pressing na rywalu, ale robili to tak nieumiejętnie, że zaraz po przerwie znów wyjmowali piłkę z siatki. Owszem, goście mieli swój moment w tym meczu, ale trwał on około 8 minut, kiedy to zredukowali kompromitujący wynik na 4 – 2. Na koniec, po rzucie wolnym Muranowianka dokończyła dzieło zniszczenia, a wspomniane wyżej zwycięstwo dało im skok na fotel vice-lidera.
Już za tydzień półmetek ligi. Dość szybko zleciał ten czas, więc będzie pora na pierwsze analizy. Już teraz widać, że pewniak – Z Góry Przegrani nie zaprzepasza swoich szans, a pieniądze zarobione na Pucharze Polski z pewnością wzmocnią jeszcze bardziej ten klub.
|
09.12.2007 R. – DOBRA FORMA PRZED TRUDNYM MECZEM!

Dzisiejsze spotkanie miejscowego Rafaxu Gniezno z ostatnim w tabeli – FC Leszczyny miało być przetarciem przed niezwykle trudnym meczem w przyszłej kolejce ligowej. Spora ulewa nad stadionem spowodowała, że zwiększona pojemność trybun nie wypełniła się do ostatniego miejsca. Nie mniej ponad 22 tys. widzów postanowiło kibicować swoim pupilom. Nadzieje na dobry mecz nie były przesadzone i po pół godzinie gry udało się gospodarzom złamać rywala. Rozochoceni pierwszą bramką Gnieźnianie chwilę później strzelili kolejnego gola, ale zapomnieli o obronie i na przerwę zespoły schodziły przy wyniku 2 – 1. Przerwy natomiast z powodu kontuzji nie doczekał kluczowy zawodnik FC Leszczyny, co miało zasadnicze znaczenie dla dalszego przebiegu meczu. Druga połowa nie mogła już wyglądać inaczej, Rafax grał wyśmienicie, a błyskotliwy Cezary Borowski (Rafax) pokusił się nawet o dwa gole. Rezultat 5 – 1 był jak najbardziej zasłużony, a najbardziej cieszy, że w tych trudnych warunkach miejscowi ustrzegli się urazów, eliminujących z dalszych gier.
Muranowianka Muranow zaprosiła do siebie Tury. Teoretycznie wszystko miało iść gładko dla miejscowych i nikt, kto tak myślał się nie pomylił. Muranowianka potrzebowała zaledwie 34 minut aby wybić Turom piłkę nożną z głowy. Głównym aktorem przedstawienia był Mauricio Bernacchi (Muranowianka), który zapoczątkował masakrę gości. Sukces pierwszej połowy był jednak okupiony stratami. Z na szczęście nie dużymi kontuzjami będą musieli zmierzyć się lekarze gospodarzy. W drugiej połowie Tury nieco się przebudziły i między gradem akcji miejscowych coś tam też skonstruowali, tak że ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6 – 2. Powoli, ale systematycznie, zgodnie z przewidywaniami Tury pędzą ku VII lidze, czy jeszcze jakaś cud-przemiana nastąpi w ich szeregach?
Spore znaczenie miało starcie Zagłębie Lubin – Black_Hole. Zespoły są na porównywalnym poziomie, a zdecydowanie grosza sytuacja w tabeli miała zdopingować gości do walki o punkty. Zagłębie jednak spisuje się w tym sezonie bardzo poprawnie, więc miało być na murawie ostro od pierwszego gwizdka sędziego. Ostre jednak były tylko zapiekanki miejscowego sprzedawcy niezdrowego pożywienia. Grający pressingiem goście starali się wybić z rytmu gospodarzy, co jednak nie przynosiło spodziewanego efektu. Zagłębie dość łatwo, co jakiś czas podchodziło pod bramkę „Czarnych”, strzelało gola i wracało na swoją połowę. Takim prostym sposobem do przerwy udało się uzyskać satysfakcjonujący wynik 3 – 0. W drugiej połowie kibice zobaczyli spektakl nieporadności. Tak wiele niewykorzystanych sytuacji nie widział najstarszy kibic na trybunach – 80 letni Stefan W. Rezultat nie uległ już zmianie, co spowodowało, że Lubinianie wskoczyli na 2 miejsce w tabeli.
Shymki miały dziś szansę sprawienia mega sensacji w meczu z Z Góry Przegrani. Podopieczni pani manager Asi święcą triumfy w Pucharze Polski i ten cel stał się dla nich priorytetowy i z tych też względów na Shymki pojechał rezerwowy skład. Shymki grały mecz życia, zawodnicy walczyli do upadłego, tak że aż jeden z nich już się nie podniósł. Mordęga trwała do przerwy, a bezbramkowy rezultat dawał nadzieję na dalsze emocje. Niestety dla miejscowych nie udało się upilnować Bronisława Kużemko (Z Góry Przegrani), który w 51 minucie wyprowadził gości na prowadzenie. Wszelkie próby doprowadzenia do remisu spełzły na niczym, a kolejna kontuzja zawodnika gospodarzy załamała ich na całej linii. Wynik 0 – 1 utrzymał się do końcowego gwizdka, a szansa dla managera Shymo nie została wykorzystana.
|
02.12.2007 R. - … I TAK MA BYĆ!

Z dużymi nadziejami, ale również z obawą jechał zespół Rafaxu Gniezno na mecz z nieprzewidywalnymi Turami. Gospodarze raz po raz sprawiają niespodziankę wygrywając trudne spotkania w lidzie, jak i w Pucharze Polski, Rafax natomiast miał ostatnio różne dziwne mecze, z których zazwyczaj wychodził z porażką na koncie. Dziś należało wygrać, ponieważ przeciwnicy uciekają z punktami w tabeli, a na odrobienie może później zabraknąć sił. Mecz na Tury Arena zapowiadał się ciekawie, słoneczna pogoda, połowa stadionu wypełniona przez kibiców, smażących się w 33 stopniowym upale. Okres dominacji przyjezdnych rozpoczął się od pierwszych minut, co zaowocowało golem w 9 minucie. Po kwadransie Rafax prowadził już 0 – 2 i nic nie zapowiadało zmian w układzie sił. Gra układała się fenomenalnie, miejscowi nie byli w stanie przeprowadzić ciekawej akcji, więc Gnieźnianie dołożyli na 0 – 3. Po przerwie Tury nadal były 3 poziomy niżej od Rafaxu. Kolejne dwa gole Ireneusza Iglińskiego spowodowały, że tego meczu już przegrać nie można było. Piękny dzień z pięknym wynikiem 0 – 5!
Wydarzeniem kolejki okrzyknięto mecz Black_Hole – Muranowianka Muranow. Z wcześniejszych meczy obu klubów można było wywnioskować, że gospodarze będą raczej atrapą zespołu piłkarskiego, a Muranowianka przebiegnie koło nich i wywiezie wysoki, korzystny wynik. Ale mecz po kilku minutach wyglądał nieco inaczej. Jak powiedział później komentator jednej ze stacji radiowej: „Pressing drużyny Black_Hole sprawiał, że mecz przypominał bardziej przygotowania do snu zimowego, aniżeli porywającą kanonadę.” Muranowianka nie mogła się odnaleźć na boisku, co zaczęli wykorzystywać miejscowi. W 36 minucie objęli oni jedno-bramkowe prowadzenie i z takim wynikiem zeszli do szatni. W kolejnych 45 minutach gry oczekiwano kontrnatarcia, a stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Black_Hole pakuje drugiego gola. Chaos w szeregach gości z Muranowa trwał dalej, a black zrobiło się na white kiedy to wynik zmienił się na 4 – 0. To był szok dla przyjezdnych i do końca spotkania już tylko spoglądali na tablicę świetlną i wzrokiem chcieli przyspieszyć zakończenie tego kompromitującego meczu.
Lider Z Góry Przegrani przywitał pochmurną pogodą team Zagłębie Lubin. Spisani na straty goście postawili na aktywny pressing, czym skutecznie zaczęli wybijać z rytmu gry przeciwnika. Robili to na tyle dobrze, że do przerwy publiczność nie zobaczyła ani jednego gola, za to oblegała budki z hot-dogami. Tuż po przerwie najlepszy na boisku gracz z Zagłębia - Jarek Wyka pokazał klasę. Najpierw w 48 minucie pokonał bramkarza rywali, a potem jeszcze skompromitował obronę miejscowych i zdobył drugiego gola. Taki wynik nie mieścił się w głowach zespołu Z Góry Przegrani. Minutę po stracie gola odrobili straty na 1 – 2, następnie wyeliminowali z gry jednego z przeciwników ostro faulując i na koniec rywalizacji uratowali cenny punkt, za sprawą drugiej bramki. Rezultat 2 – 2 na własnym boisku był nie lata wydarzeniem i raczej blamażem dla formacji Z Góry Przegrani.
Niestety dawca punktów - jak to już zaczynają mówić o tym klubie – FC Leszczyny miał zamiar udowodnić niedowiarkom w meczu z Shymki, że potrafi grać w piłkę. Początek rywalizacji jednak nie wyszedł najlepiej i już w 8 minucie goście prowadzili. Obserwatorzy dają do zrozumienia, że manager FC Leszczyny szuka optymalnej strategii gry, ale najczęściej jest ona chybiona. Tak też się stało w starciu z Shymki. Ofensywne nastawienie osłabiło obronę i goście wchodzili jak w masło. Kolejny gol na 0 – 2 nieco zdopingował gospodarzy i jeszcze przed przerwą dali nadzieje kibicom, zmieniając rozmiary porażki na 1 – 2. W drugiej połowie gra utknęła w środkowej części boiska, ale raz po raz to Shymki przedzierały się pod bramkę rywala. Poskutkowało to kolejnymi golami, co ostatecznie wywindowało wynik na 1 – 4. Zwycięstwo w dzisiejszym meczu i porażki innych klubów dało podopiecznym managera Shymo – najwyższe miejsce w tabeli (drugie w VI lidze) w historii tego klubu. Czy zdołają się utrzymać, wyjdzie „w praniu”.
Rafax Gniezno trzyma się nadal środka tabeli, a co najważniejsze wreszcie będą mecze na własnym boisku, gdyż kalendarz spotkań tak się ułożył, że trzeba było grać dwa razy na wyjazdach. Z Góry Przegrani utrzymali pierwsze miejsce w tabeli, natomiast czarne chmury zawisły nad FC Leszczyny.
|
25.11.2007 R. – COŚ JEDNAK NIE TAK.

Spotkanie III kolejki pomiędzy Shymki i Rafaxem Gniezno miało być łatwym kąskiem dla przyjezdnych. Gospodarze borykający się z kontuzjami nie wyglądali najlepiej na tle „zdrowej” ekipy z Wielkopolski. Ale jak to często bywa, te słabsze kluby sprawiają najwięcej trudności. Nic nie zapowiadało katastrofy po pierwszych 45 minutach. Rafax skonstruował kilka akcji, z czego dwie udało się wykorzystać. W drugiej odsłonie, przy stanie 0 – 2 należało tylko kontrolować grę, ale obraz gry zszokował nawet przechodniów spoglądających na murawę zza płotów. Shymki zagrały chyba swoje najlepsze minuty w karierze. Nie dopuściły do jakichkolwiek groźnych akcji przyjezdnych, a sami punktowali rywala, jak by go tam w ogóle nie było. Najpierw w 56 minucie Fionn Morris zdobył kontaktową bramkę, potem w 73 minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania, a chwilę później kolejna bramka dokończyła dzieła zniszczenia.
Rozpacz połączona z wściekłością towarzyszyła zawodnikom i działaczom z Gniezna. Raf_B wyraźnie zdegustowany zapowiedział, że „szykuje się rewolucja, nie ma na co czekać!”.
Najważniejszy mecz kolejki rozegrany jednak został na Estadio Muranow, gdzie miejscowa Muranowianka Muranow podejmowała Z Góry Przegrani. Wiadomo było, że ten mecz może mieć znaczenie przy ewentualnym awansie do V ligi, gdyż oba kluby są jak się wydaje jedynymi pretendentami. Widowisko zaczęło się od kilku akcji, ale przez ponad 30 minut gry nic ciekawego się nie działo. „Badanie się” zakończyła bramka dla przyjezdnych, która przynajmniej dała temat do dyskusji w szatni podczas przerwy. Po wznowieniu gry Z Góry Przegrani postanowili nieco uspokoić sytuację poprzez wpakowanie rywalom kolejnych goli. 60 i 63 minuta, to dramat Muranowianki, 0 – 3 i szanse na zwycięstwo prysły jak bańka mydlana. Jeszcze na koniec udało się zdobyć honorowego gola, ale to było wszystko, na co stać gospodarzy.
Zagłębie Lubin miało dziś ochotę zdobyć 3 punkty na beniaminku – FC Leszczyny. Rozpoczęli dobrze, bo już w 9 minucie objęli prowadzenie za sprawą Jarka Wyki. Ten gracz dwoił się i troił, dlatego skutecznie pomagał w kolejnych akcjach. Skuteczność miejscowych była imponująca, dlatego tuż przed zejściem do szatni w połowie spotkania było już 3 – 0. Leszczynianie zaskoczyli jeszcze w 45 minucie i wpakowali piłkę do siatki, ale to było wszystko, co mogli zrobić. Rozbudzone nadzieje grupki przyjezdnych kibiców na kolejne 45 minut zostały ostudzone marną grą ich pupili, a kontuzja pod koniec meczu jednego z zawodników spowodowała, że szybciej opuścili stadion. Ostatecznie rezultat 3 – 1 dał Zagłębiu kolejne punkty w tabeli.
Ostatni mecz kolejki to starcie Black_Hole – Tury. Beniaminek miał pozornie łatwe zadanie, ale już nie jeden zespół „przejechał się” na Turach. Tym bardziej, że chodzą pogłoski o pojawieniu się managera w tym klubie! Publiczność jeszcze dobrze nie uraczyła się zakupionymi „kiełbaskami rozgrzewającymi”, a już w 3 minucie ich idole przegrywali 0 – 1. Jedzenie stanęło w gardle natomiast w 9 minucie, kiedy na tablicy pokazał się wynik 0 – 2. Na szczęście na stadionie była karetka pogotowia ratunkowego, gdyż przy takim tempie goli obawiano się zadławień i zawałów. Otuchy miejscowym dała czerwona kartka dla gracza gości, dlatego po przerwie oczekiwano szturmu. I udało się już kilka chwil od wyjścia z szatni. Przy stanie 1 – 2 nastąpił jednak dramat. Boris Selimov (Black_Hole) nagle wykonał podanie poza własnych obrońców, piłkę bez problemów przejął Nxele Coha (Tury) i ustawił wynik na 1 – 3. Nic już nie mogło zatrzymać nadciągającej porażki miejscowych, a punktów trzeba będzie szukać w innych spotkaniach.
Nieoczekiwane zmiany w zespole Tury mogą nieco namieszać w tabeli. Po ostatnich występach „w kratkę” Rafax Gniezno może się obawiać przyszło-tygodniowego starcia z wymienionym klubem. Oby czarny scenariusz się nie spełnił.
|
18.11.2007 R. – … CZYLI NIE JEST TAK ŹLE!

Po niepokojących porażkach w lidze i Pucharze Polski przyszedł czas na pierwszy sukces. Rafax Gniezno zmierzył się po raz pierwszy w tym sezonie na własnym boisku z porównywalnym do siebie rywalem - Zagłębiem Lubin. Goście pełni optymizmu po pierwszej, zwycięskiej kolejce spotkań mieli nadzieje na korzystny wynik w Gnieźnie. Miejscowi jednak chcieli poprawić sobie nieco morale i na ten mecz nastawili się szczególnie bojowo. Już w pierwszej akcji meczu udało się uzyskać prowadzenie, ale odpowiedź Zagłębia była natychmiastowa. 1 – 1 po 13 minutach gry rozgrzało publiczność, a piękne słońce nad murawą dodatkowo poprawiało emocje. Po sprawnej akcji Rafax znów objął prowadzenie, a kolejne zdarzenia, w tym jedna poprzeczka dawały duże nadzieje na drugą połowę. W następnych 45 minutach gry miejscowi nie cofnęli się i konstruowali groźne akcje, co w końcu dało kolejnego gola. Rezultat 3 – 1 utrzymał się już do końca, choć niewykorzystanych akcji było jeszcze wiele. Komplet widzów na trybunach świętował podobnie jak kilka tygodni temu, kiedy to, Rafax cieszył się z pozostania w VI lidze.
„Kosa, która kosi równo przy ziemi” – tak humorystycznie zaczynają mówić znawcy futbolu o Pani manager klubu Z Góry Przegrani. Tym razem „pod nóż” trafił zespół Black_Hole, który próbował stawić opór przed pewną porażką. Próbował, gdyż tylko gospodarze organizowali bramkowe akcje. Po pierwszej połowie można było już w zasadzie mecz zakończyć, gdyż lanie, jakie sprawili Z Góry Przegrani rywalowi, mocno bolało i na drugą połowę już w zasadzie nie trzeba było wychodzić. 4 – 0 było katastrofą dla gości, a poprawka na 5 – 0 w drugiej części meczu dopełniło goryczy porażki.
Z Góry Przegrani jak do tej pory nie mają równego sobie rywala, może za tydzień wyżej poprzeczkę zawiesi klub Muranowianka Muranow.
FC Leszczyny z obawą spoglądały na kalendarz spotkań, gdyż dzisiejsza konfrontacja z Muranowianką Muranow miała być ciężką przeprawą. Zgodnie z przewidywaniami już pierwsze minuty meczu pokazały, że nie będzie zabawy. Stracona bramka, a chwilę później kontuzja zawodnika, to obraz pierwszych 20-u minut gry. Mimo to FC Leszczyny nie poddawały się i ambitnie zdołały wyrównać na 1 – 1. Jeszcze przed przerwą nadzieje na sukces miejscowych urosły z uwagi na drugą żółtą kartę gracza gości – Derrick’a Coe. Na drugą odsłonę kibice czekali z niecierpliwością wszyscy liczyli na dobijający szturm miejscowych. Prawda okazała się inna, chyba paraliż dopadł graczy FC Leszczyny, bo to osłabieni zawodnicy z Muranowa atakowali. W 64 minucie meczu Nicolas Nielsen (Muranowianka) stał się bohaterem – zdobył, jak się później okazało zwycięskiego gola. Nerwowo było do końcowych minut i skończyło się na brutalnej grze. Oba kluby w tym starciu nie wyszły korzystnie, gdyż osłabienie w składzie może mieć wpływ na wyniki w przyszłotygodniowych meczach. Ale może do tej chwili fizjoterapeuci staną na wysokości zadania.
Shymki miały za zadanie pokonać będących w chaosie zespół Tury. Choć goście dysponują dobrą siłą natarcia, to są zagubieni na boisku. Taktycznie ten mecz musiał zatem rozegrać opiekun gospodarzy Pan Shymo. Początek jednak nie był wesoły i po kwadransie gry miejscowi byli pogrążeni w żałobie. Odbili się jednak od dna i do przerwy zdołali jeszcze wyrównać. W przerwie Shymki skorygowały taktykę i wreszcie zaczęła im wychodzić gra piłkę. Właściwie grał tylko Fritz Ankergren (Shymki), który miał dziś swój dzień. Pakował gole jak z rękawa, co w konsekwencji dało mu hattricka! Piękne chwile przeżywali kibice, patrząc na grę swoich pupili. Rezultat 4 – 1 dawno nie widniał na tablicy świetlnej ich stadionu. Zmartwiła jedynie kontuzja bramkarza, co może odbić się na nadchodzącym meczu z Rafaxem, ale działacze mają tydzień czasu na decyzje.
|
14.11.2007 R. – PUCHAR POLSKI NIE DLA RAFAXU!

Dość szybko skończyła się przygoda Rafaxu Gniezno z Pucharem Polski. Jak to powiedział trener po meczu: „Przegraliśmy taktycznie”. Kto przegrał, to przegrał – chyba on – trener. Co tak naprawdę się stało? Przeciwnik zespół Dychy reprezentujący VI ligę postawił na obronę i grę z kontry. Na taki obrót sprawy nie byli przygotowani zawodnicy z Gniezna. Owszem, próbowali konstruować akcje, ale niekorzystny wynik 2 – 1 był już do przerwy. W drugiej połowie Rafax bił głową w mur, a piłka jak zaczarowana nie wpadała do bramki. Na koniec nie wytrzymał nerwowo kapitan zespołu Kamil Piwko i było po meczu.
Reasumując ostatnie dwie porażki nie napawają optymizmem i czas na przemyślenia. Najbliższe niedzielne starcie będzie meczem prawdy.
Inne spotkania zespołów VI.621 ligi:
Fc Wczorajsi Oborniki - Z Góry Przegrani 1 – 8
Rzekunianka Rzekuń - Muranowianka Muranow 0 – 9
Black_Hole - Baltic Hurricane 5 – 1
Makfi Makfi - Makfi 05 - Zagłębie Lubin 1 – 2
FC Leszczyny - Gacki Stok Lacki 0 – 4
Sawa Sonina - Shymki 5 – 4
Aniołki 1980 - Tury 2 - 4
|
11.11.2007 R. – TRUDNY POCZĄTEK NOWEGO SEZONU.
Pierwsze starcie w nowym sezonie nie zapowiadało się na łatwe. Wyjazdowy mecz Rafaxu Gniezno z Muranowianką Muranów mimo wszystko rozpoczął się optymistycznie. Już w 3 minucie goście z Gniezna objęli prowadzenie, a w 12 prowadzili już 0 – 2. Lekko zszokowani miejscowi przypuścili szturm, przez co odrobili nieco straty i do przerwy rezultat brzmiał 1 – 2. Po wznowieniu gry goście prawdopodobnie opadli z sił, co oznacza, że przygotowania międzysezonowe nie przebiegły jak należy. Skutecznie wykorzystywali to gracze Muranowianki i punktowali rywala na każdym fragmencie boiska. Wynik systematycznie rósł jak na drożdżach, a Rafax tylko przyglądał się całej tej sprawie. Ostatecznie wygrana gospodarzy 5 – 2 pokazała, że sporo pracy przed drużyną przyjezdnych, aby powalczyć o dobry wynik w tym sezonie.
Teoretycznie silna drużyna, ale grająca bez managera – Tury podejmowały u siebie pretendenta do awansu zespół Z Góry Przegrani. Chaos w zespole miejscowych był widoczny o pierwszych minut. Mimo groźnej kontuzji zawodnika gości, to oni dyktowali warunki na boisku. Już pierwsze 45 minut gry pokazały, że podopieczni Pani Joanny celują w wysoki wynik i 0 – 3 na zejście do szatni odzwierciedlało sytuację na boisku. II połowa, to kontynuacja koncertu gry przyjezdnych. Szczególnie strzelec dwóch goli - Ruud-Jan Ronteltap (Z Góry Przegrani) pokazał klasę i pociągnął swój zespół ku efektownemu zwycięstwu. Końcowy rezultat 0 – 7 spowodował, że pierwszym numerem jeden w tabeli ligowej jest od dziś zespół ze Śląska.
Do ciekawego starcia miało dojść na Galactic Arena, gdzie miejscowy Black_Hole podejmował innego beniaminka – FC Leszczyny. Nieoczekiwanie miejscowi nastawili się na grę defensywną, ale nie zaskoczyli oni tym rywala, bo FC Leszczyny postawiły na atak. Jeszcze nierozgrzani do końca gospodarze dali się oszukać i od 10 minuty grali ze stratą jednego gola. Obrona w tym przypadku nie miała już sensu, dlatego Black_Hole zaczęli niemrawo konstruować akcje. Ziewający na trybunach fani, obudzili się w 25 minucie, kiedy to najpierw gości uratowała poprzeczka, a chwilę później padło wyrównanie.
Druga część spotkania została zdominowana przez … deszcz. Przez ponad 30 minut II połowy kibice nie zobaczyli ani jednej akcji! Na szczęście lekka panika związana z upływającym czasem zmusiła zawodników do gry i nijaki Ville Fors (Black_Hole) zdołał wyprowadzić swój zespół na prowadzenie i tym samym zagwarantował 3 punkty.
Zagłębie Lubin – Shymki to ostatnia para pierwszej kolejki spotkań. Oba kluby raczej będą walczyć o środek tabeli, dlatego kompletowanie punktów powinny zacząć właśnie od takich meczy. Rozumieli to wszyscy i już pierwsza połowa pokazała, że im zależy. Akcje, faule, gole – mało jaki mecz posiadał taką dramaturgię. Zaczęło się od kartek i fauli, ale wreszcie miejscowi kibice zobaczyli gola. Po kilku chwilach, czyli w 40 minucie ponownie szaleństwo na trybunach. Jednak 2 – 0 za bardzo uspokoiło miejscowych i jeszcze przed zejściem do szatni Shymki zniwelowały rezultat na 2 – 1. Po tak soczystej grze, wszyscy zacierali ręce na II połowę. Zwątpienie jednak narastało z każdą sekundą. Oba zespoły na tyle wyczerpały się po pierwszych 45 minutach gry, że na kolejne już nie było sił. Wynik nie zmienił się, a i o grze nie ma co mówić.
Pierwsza kolejka spotkań pokazała nieco układ sił. Rafax Gniezno tradycyjnie już nie wygląda ciekawie, ale jakimś cudem zawsze zdobywa jakieś punkty dające mu solidne miejsce w tabeli, tym bardziej że prace remontowe na Rafax Stadion idą pełną parą, a nowa murawa ma pomóc w osiągnięciu sukcesu.
|
07.11.2007 R. – ROZGRZEWKA W PUCHARZE POLSKI.

Godnie zaprezentowali się zawodnicy Rafaxu Gniezno w pierwszym meczu nowego sezonu. Wyjazdowe spotkanie w ramach Pucharu Polski z zespołem Subkowia Subkowy – reprezentującym VIII.1469 ligę zakończyło się gładkim zwycięstwem Gnieźnian 1 - 5. Pierwsze 40 minut meczu to nieoczekiwanie ataki miejscowych, ale były na tyle nieskuteczne, że nic nie udało się wskórać. Ireneusz Igliński (Rafax) pokazał mistrzostwo na 4 minuty przed zejściem na przerwę, a chwilę później znów piękna akcja i goście prowadzili 0 - 2. W drugiej połowie wreszcie pokazał się Cezary Borowski – napastnik Rafaxu, który nie błyszczał w poprzednim sezonie. W pięknym stylu poprawił dwukrotnie wynik i powoli zwycięstwo stawało się realne. Gospodarze raz tylko zaznaczyli swoją obecność na boisku za sprawą gracza Henrik’a Stiggård’a, który dał im honorową bramkę, ale cóż z tego jak minutę później Gnieźnianie dobili rywala.
Inne kluby VI.621 ligi również awansowały w Pucharze Polski, co daje obraz wysokiego poziomu. Oto zestawienie:
Scarface Pyrzyce - Tury 0 - 7
F.C. Chelsea Londyn - Z Góry Przegrani 1 - 6
Manchester Nowowiejska - Muranowianka Muranow 2 - 4
!!! WIDZEW LODZ !!! - Zagłębie Lubin 0 - 8
Bartochy - Shymki 1 - 3
House of Clavo - Black_Hole 0 - 4
Jason Fear – FC Leszczyny 1 - 5
|
04.11.2007 R. – NOWY SEZON, NOWE NADZIEJE.
Co raz więcej wiadomo na temat przyszłego sezonu. Nowe kluby już są wytypowane do zasilenia szeregów VI.621 ligi. Z wyższej klasy rozgrywkowej spadł zespół Tury. Jak się szybo okazało, klub ma problemy natury kadrowej. Manager najprawdopodobniej opuścił klub i nie zamierza szybko wracać do swoich obowiązków. Dlatego ostatnie mecze tego zespołu były jednym wielkim chaosem. Z VII ligi awansowały formacje Black_Hole oraz FC Leszczyny. Cóż można się po nich spodziewać? Pan Deries – 33 letni manager Black_Hole balansuje na krawędzi VI i VII ligi. Parę awansów i parę spadków plasuje tę drużynę w roli doświadczonego, ale nie zawsze skutecznego w swoich działaniach. Skład drużyny nie wydaje się najsilniejszy i raczej może być zbyt słaby na aktualną ligę. FC Leszczyny prowadzi Pan Konri, który stanowisko managera objął w połowie 2004 roku. Dość długo, bo 4 sezony walczył w VI lidze i po chwilowym pobycie piętro niżej, teraz powraca. Zespół raczej dość solidny, choć teraz w przerwie między-sezonowej zachodzą zmiany, czy wyjdą na lepsze, czas pokaże.
Przygotowania w Rafaxie Gniezno są nieco odmienne niż to było poprzednio. Przede wszystkim trwa największa jak do tej pory reorganizacja kadrowa. Już skład opuściło dwóch czołowych graczy oraz być może odejdzie jeden z młodszych zawodników. Poszukiwania „nowych twarzy” trwają na rynku transferowym od dłuższego czasu, ale jak na razie cała procedura owiana jest tajemnicą.
Kontrowersyjny manager Raf_B podobno odpoczywał na jednej z tropikalnych wysp, oczywiście w towarzystwie pięknej kobiety.
>>>RELACJA<<<
Mało kto wie, co to za osoba, ale plotki głoszą, że ma zająć ona stanowisko asystentki. To już by była zdaje się czwarta asystentka za czasów pracy Rafa_B w Rafaxie!
|
21.10.2007 R. – IV MIEJSCE NA KONIEC!

Udało się wskoczyć Rafaxowi Gniezno na IV miejsce w tabeli ligowej. Ostatnia kolejka sezonu była niezwykle dramatyczna, ale po kolei.
Zagłębie Lubin grało już tylko o prestiż, ale Mławianka a awans. Jak bardzo goście byli zdeterminowani pokazały pierwsze minuty meczu. Henryk Molarny (Mławianka) dosłownie szalał na boisku. Wystarczyło mu 37 minut, aby zdobyć hatricka, a jeszcze w całość wmieszał się inny zawodnik, dlatego wynik brzmiał 0 – 4. Co prawda Zagłębie otarło nieco łzy i ich gracz zdobył honorową bramkę, ale jeszcze przed zejściem do szatni pretendenci do awansu poprawili wynik na 1 – 5. Tak pasjonującej pierwszej połowy dawno kibice nie widzieli, choć miejscowi nie byli zadowoleni. Po wznowieniu gry przyjezdni zaczaili się i bronili wyniku. Konsekwentnie jednak Lubinianie grali swoje, co przyniosło to efekt w 81 minucie spotkania. Niepokój jednak zaczął wkradać się w szeregi Mławianki po tym jak Jarek Wyka (Zagłębie) zaaplikował nożycami kolejnego gola. 3 - 5 to niby korzystny wynik, ale po kolejnej akcji miejscowych, już tak wesoło nie było. Gdyby jeszcze parę minut meczu i kto wie, czy nie odnotowano by remisu. Ostatecznie rezultat 4 – 5, jak się później okazało dał Mławiance awans do V ligi.
Z Góry Przegrani mieli trudne zadanie – pokonać wysoko Muranowiankę Muranow. Wysoko, ponieważ stosunek bramkowy nie był korzystny dla tej drużyny w konfrontacji z Mławianką. Zaczęło się ładnie i obiecująco dla miejscowych. Systematycznie budowali sobie przewagę, jak i na boisku jak i na tablicy świetlnej. 3 – 0 do przerwy, przy sporadycznych akacjach gości, dawało spore nadzieje na jeszcze lepszą grę w drugiej połowie. Ale w drugich 45 minutach coś się jednak w maszynce o nazwie Z Góry Przegrani zepsuło. Najpierw strata gola, a potem nic tylko zepsute akcje, słaba skuteczność i chyba już brak nadziei na awans. Nie często się zdarza, że wygrana nie ucieszyła nikogo z miejscowych. Brak, tak upragnionego awansu stał się faktem.
Starcie FC Woye i FC Haczinsony Ostrów Wlkp. miało odpowiedzieć na pytanie, który z tych klubów może ewentualnie zostać w VI lidze, ale i tak spory wpływ na to miał inny mecz – Rafax – Shymki. Nie mniej każdy tutaj myślał tylko o wygranej. Nieoczekiwanie jako pierwsi gola zdobyli goście. Zaskoczeni miejscowi rzucili się do odrabiania strat, ale ich groźne akcje kończyły się na niczym. Podczas przerwy groźnie ryczał w szatni manager FC Woye, co przyniosło dobry efekt. W 71 minucie udało się wyrównać i mecz zaczął się jakby od początku. Gospodarze nie popełniali już więcej błędów i poszli za ciosem. Konsekwencją tego była groźna kontuzja jednego z podstawowych graczy i sytuacja znów nie zrobiła się wesoła. Waliło się już na głowę, aż tu nagle kilka chwil i było już 2 – 1. Trybuny oszalały ze szczęścia, ale po ogłoszeniu przez spikera zawodów, że w meczu Rafax – Shymki jest cały czas rezultat remisowy, radość zamieniła się w nerwowe wyczekiwanie. Remis wspomnianych ekip, bądź porażka Rafaxu nie dawała formacji FC Woye upragnionego pozostania w VI lidze. Tak też się stało, co zaowocowało degradacją ekip FC Woye i FC Haczinsonów.
Na koniec mecz, który stał się istotny dla ostatecznej rozgrywki o pozostanie w lidze - Rafax Gniezno – Shymki. Jak było już wspomniane Shymki musiały wygrać lub zremisować, alby pozostać w szeregach VI-o ligowców. Zadanie trudne, ale nie niemożliwe. Rafax przetrzebiony kontuzjami pożegnał się ze swoim czołowym graczem - Enrique Pelegrín, który nie mógł zasilić zespołu już do końca sezonu. Ponadto różne zawirowania sprawiły, że morale nie należało do najwyższych. Widać to było na boisku. Nastawieni defensywnie goście czyhali na błędy Gnieźnian, a znów gospodarze nie bardzo rwali się do ataków. Niemrawa pierwsza połowa zakończyła się bez bramek. Druga połowa, to już prawdziwa żenada. Dosłownie jedna akcja i kontuzja gracza, to jedyne atrakcje, jakie zobaczyli kibice. Na szczęście piknikowa atmosfera, z powodu świętowania ligowego miejsca dała publiczności nieco rozrywki. Podział punktów dał szczęście drużynie Shymki, gdyż udało im się uchronić się przed spadkiem.
Taki obrót sprawy, czyli podział punktów w Gnieźnie sprawił, że manager FC Woye – Pan Woysky nie wytrzymał napięcia. Użył niecenzuralnych słów pod adresem innych managerów, choć pretensje może mieć tylko do siebie. Wydaje się, że nie za bardzo przyłożył się do swojej pracy, zaniedbując obowiązki i sam zespół w pierwszej części rozgrywek. Sprawę zachowania Pana Woyskiego już bada stosowna komisja.
|
14.10.2007 R. – BRAK MOTYWACJI POWODEM KOMPROMITACJI.
Rafax Gniezno nie ma już za bardzo o co grać, gdyż egzystencja w VI lidze zapewniona, dlatego zawodnicy w dzisiejszym meczu wyraźnie byli znużeni i nie mieli ochoty do gry. Już przed wspomnianym, wyjazdowym meczem z liderem – Mławianką trener wyraźnie dawał do zrozumienia, że ma kłopoty z umotywowaniem graczy. Już pierwsza połowa pokazała, że na boisku będą rządzić miejscowi. Dość gładko przedzierali się przez mizerne zasieki Gnieźnian i już przed przerwą prowadzili 3 – 0. Jedyna akcja Rafaxu, to zbyt mało jak na 45 minut gry. Po wznowieniu z gości maksymalnie uszło już powietrze. Grała już tylko Mławianka i uzupełniła wynik na efektowne 5 – 0. To dla nich cenne zwycięstwo, gdyż właśnie stosunek bramkowy będzie decydował o awansie do V ligi.
Inny pretendent do awansu – Z góry Przegrani miał za rywala broniącego się od spadku – Shymki. Co prawda Shymki grały u siebie, ale to goście mieli cel wygrać i jeszcze strzelać sporo goli. Gospodarze jednak mają jeszcze nadzieję pozostać w szeregach VI-o ligowców i na ten mecz zorganizowali „obronę Częstochowy”. Jak trudno się gra z takim rywalem Z góry Przegrani przekonali się przez pierwsze 30 minut gry. Nic im nie wychodziło, akcje były nieskuteczne i mimo przewagi na boisku do przerwy wstrzelili się tylko raz. 0 – 1 to było mało, aby myśleć o doścignięciu w tabeli ligowej drużyny Mławianka. Przyjezdni ruszyli z impetem, ale niezwykła skuteczność w wybijaniu z rytmu przeciwnika spowodowała, że tylko ich dwie akcje zakończyły się sukcesem. Ostatecznie Z góry Przegrani wywieźli rezultat 0 – 3, co niestety przy zwycięstwie Mławianki 5 – 0 nie wygląda dobrze.
Kto opuści VI ligę nadal jest w sferze domysłów i spekulacji. Muranowianka Muranow raczej nie planowała robić prezentu dla FC Woye - z czego wyraźnie by się ucieszyli. Goście łapiący się brzytwy kombinują ze składem jak mało kto. Nie wpływa to dobrze na obraz gry, gdyż brak zgrania jest więcej, jak widoczny gołym okiem. Zawodnicy z Muranowa to solidna ekipa i nie łapie się ona na sztuczki przeciwników. Pokazali znakomity futbol od pierwszych sekund meczu, zdobywając już w 4 minucie gola. Mauricio Bernacchi (Muranowianka) okazał się tym szczęśliwcem, a żeby było ciekawiej, to w kolejnej akcji ponownie utonął w ramionach kolegów. Zdezorientowani FC Woye opuścili głowy, po tym jak ich gracz odjechał karetką do szpitala i jak po kolejnych kilkunastu minutach zobaczyli jeszcze dwukrotnie piłkę w swojej bramce. Podczas przerwy raczej w szatni nie było już o czym dyskutować. Należało zmienić taktykę na „anty-blamaż”. Nie udało się to za bardzo, bo dwa gole dołożyli jeszcze Muranowianie. Ostatecznie 6 – 0 to dla FC Woye niemały problem. Ostatnia lokata w tabeli, marny stosunek bramkowy – to duża szansa na VII ligę.
Kluczowy mecz dla Zagłębia Lubin to konfrontacja z FC Haczinsony Ostrów Wlkp. Ważny dlatego, że zwycięstwo dawało pewne miejsce po za strefą spadkową. Ostrowianie natomiast mogli wyciągnąć się z bagna, tym bardziej, że mieli przewagę własnego boiska. Okazało się jednak, że zajmowane miejsca w tabeli nie są przypadkowe. Co prawda początek był dobry w wykonaniu Haczisonów, ale zabrakło precyzji pod bramką. Nieporadność wykorzystali goście, skonstruowali nieprzeciętne akcje i do przerwy prowadzili 0 – 2. Zagłębie konsekwentnie grało do końca, nie chcąc wypuścić ptaszka z ręki. Kolejne gole uspokoiły sytuację na boisku i pewne zwycięstwo 0 – 4 stało się faktem.
Pierwsza odpowiedź na pytanie jest już znana – Zagłębie Lubin pozostaje w VI lidze. Niewiadomą nadal są: awans dwóch klubów i spadek trzech drużyn, co zapewnia emocje do samego końca tego sezonu.
Posłuchaj! ---> 
|
07.10.2007 R. – CZARNE 45 MINUT RAFAXU.

Pełne trybuny gnieźnieńskiego stadionu chciały dziś zobaczyć potwierdzenie, że ich klub nadaje się na VI ligę. Piękna pogoda, do tego mecz derbowy z FC Haczinsony Ostrów Wlkp. sprawiły, że atmosfera była niezwykle gorąca. Pierwsze minuty spotkania jednak ostudziły kibiców miejscowej drużyny, gdyż niespełna po 20 minutach gry było 0 – 1. Ostrowianie nie cofnęli się do obrony po zdobyciu gola. Konsekwentnie atakowali oraz wyeliminowali z gry dopiero, co powracającego z rekonwalescencji Enrique Pelegrín’a. To musiało zaboleć graczy Rafaxu, stracili oni koncepcję gry, a organizowane akcje nie przynosiły efektu bramkowego. Następne 45 minut, to w głównej mierze przepychanka w środkowej części boiska. Gnieźnianie próbowali wyrównać, ale skuteczność w ich wykonaniu była na poziomie szkółki trampkarzy. Porażka, po kiepskim stylu należała się Rafaxowi, tak samo jak niekończące się gwizdy publiczności. Niekorzystny wynik o dziwo nic nie zmienił w tabeli ligowej i można mówić raczej o szczęściu.
Gnieźnieńska publiczność żyła jednak innym meczem i nie jeden kibic posiadał radyjko, gdzie na jednej ze stacji radiowych nadawano bezpośrednią transmisję. Mowa o hicie kolejki - Z Góry Przegrani vs. Mławianka. Jak wiadomo, ten mecz miał zdecydować o awansie do V ligi, dlatego 44000 widzów przybyło na Z Góry Przegrani Arena, być może świętować duży krok w tym kierunku. Pierwsze chwile należały do Mławianki, co należało się spodziewać. Miejscowi często mają kiepski początek i nie mieli ochoty tego zmieniać. 12 minuta i kibice przyjezdnych świętowali pierwszego gola. To musiało pobudzić Z Góry Przegrani i w przeciągu 38 i 39 minuty wyprowadzili swój zespół na prowadzenie. Wynik 2 – 1 utrzymał się do przerwy. Złośliwi śmiali się, że podczas przerwy Pani manager Asiula, aby nie rozpraszać zawodników zeszła do szatni będąc w spodniach i golfie. Nic to jednak nie pomogło, gdyż chwilę po wznowieniu gry Mławianka zaskoczyła rywala. Najpierw Renaud Vincenot zdobył gola po przepięknej akcji kombinacyjnej w środku pola, a chwilę później po przepięknej akcji środkiem pola Henryk Malorny minął dwóch obrońców i pięknym strzałem w okienko pokonał bramkarza gospodarzy. Emocje sięgały zenitu! Klęska była blisko, nerwy paraliżowały zawodników, ale jednak miejscowi opanowali sytuację i zdołali wyrównać. Ostatecznie wynik 3 – 3 nie bardzo ucieszył obydwa kluby, gdyż rozstrzygnięcie może być tylko na podstawie ilości goli strzelonych w innych meczach.
Walka o utrzymanie się w VI lidze nabiera rumieńców. Dwa mocno zainteresowane kluby miały okazję powalczyć między sobą. Zagłębie Lubin podejmowało FC Woye. Dla gospodarzy zwycięstwo dawałoby pewne miejsce w szeregach VI-o ligowców. Ale wygrać teraz, po zmianach w FC Woye nie jest łatwo. Lubinianie rozpoczęli jednak ładnie, od zdobyczy bramkowej. Cieszyli się około 20 minut, stracili koncentrację, po czym goście wyrównali w swojej pierwszej groźnej akcji. Zapowiadał się mecz obfitujący w gole, ponieważ jeszcze w I połowie nastąpiła cała seria ciekawych sytuacji podbramkowych, ale nikt nie mógł skutecznie pokonać bramkarza. Po przerwie zespół FC Woye objął prowadzenie i blady strach zajrzał w oczy gospodarzom. Ponownie ruszyli do boju, tracąc po drodze jednego z graczy. To ich nie zdeprymowało i zdołali wyrównać na 2 – 2. Jeszcze kibice dobrze nie usiedli, a już zakrywali oczy z rozpaczy. Minutę później znów niekorzystny rezultat na tablicy świetlnej! Niesamowite spotkanie przyprawiało o zawał nieco słabszych sercowo. 73 minuta gry przyniosła znów remisowy wynik, ale końcowy cios należał do FC Woye. Joonas Lindfors po dośrodkowaniu z lewego skrzydła dopadł do piłki i umieścił ją w siatce obok bezradnego bramkarza. Ze łzami w oczach Zagłębie opuszczało murawę, choć za tydzień mają mecz ostatniej szansy.
Muranowianka Muranow - Shymki to ostatnia para XII kolejki spotkań. Gospodarze grający już o przysłowiową pietruszkę nie mieli jednak ochoty poddawać się bez walki. Sytuacja zespołu Shymki nie jest do pozazdroszenia i zapewne remis wzięliby w ciemno. Mecz jednak został zdominowany przez… deszcz. Mokra murawa skutecznie utrudniała grę i tylko jedna akcja w pierwszej połowie zakończyła się golem. Szczęśliwcem okazał się Derrick Coe (Muranowianka), który odnotował swój 10 gol w karierze. Druga połowa, to jedna wielka nuda, połączona z dwoma żółtymi kartkami i jedną groźniejszą akcją. Wynik 1 – 0 może być gwoździem do trumny zespołu Shymki. Ostatnie dwa ligowe mecze są z trudnymi przeciwnikami i jedyne punkty może uda się złapać z Rafaxem.
Walka do końca będzie towarzyszyć nam w tych dwóch końcowych kolejkach, a prawdziwy horror fundują nam walczący o awans.
Posłuchaj! ---> 
|
30.09.2007 R. – VI LIGA NASZA!

„Wesoły autobus” wracał dziś do grodu Lecha z wyjazdowego spotkania pomiędzy FC Woye i Rafaxem Gniezno. Manager Raf_B wiedział, że mimo tragicznej formy jego zawodników zwycięstwo jest realne. Przeciwnik miał nie mniejsze problemy kadrowe, co należało wykorzystać i się udało. Dobrze na boisku było już od 9 minuty, kiedy to Gnieźnianie po ładnym dośrodkowaniu umieścili piłkę w siatce. Potem twarda gra rozgorzała na dobre, co wyeliminowało z gry jednego z defensorów Rafaxu. Skutecznie powyższa sytuacja zdezorientowała szyki obronne i FC Woye wyrównali stan na 1 – 1. Po wznowieniu gry przeważał Rafax, ale gołym okiem było widać brak formy strzeleckiej. Ostatecznie doświadczenie 29-o letniego Yves’a Buchard’a zaowocowało i wykorzystał on jedną z ostatnich sytuacji bramkowych. Rezultat 1 – 2 utrzymał się do końca meczu, a zawodnicy i garstka kibiców z Gniezna uniosła ręce w geście triumfu. Radość była uzasadniona, ponieważ oprócz wygranego meczu Rafax zagwarantował sobie, na 3 kolejki przed końcem sezonu, pozostanie w VI lidze.
Inne spotkania VI.621 ligi tak się ułożyły, że silni grali ze słabszymi i niespodzianek nie odnotowano. FC Haczinsony Ostrów Wlkp. miały za zadnie przegrać jak najmniejszą różnicą goli z zespołem Z Góry Przegrani. Przyjezdni, choć świętowali zaślubiny Pani manager, nie wyglądali na zmęczonych. Miejscowi nastawili się na grę obronną, ale ich skuteczność w tym zakresie była mizerna. Dość łatwo Z Góry Przegrani osiągali przewagę i po 45 minutach gry było 0 – 3. Napór gości nie zelżał po przerwie, choć wreszcie obrona Ostrowian załapała, o co chodzi i wpadła tylko jedna bramka. Ciężko ocenić, czy FC Haczinsony zrealizowały swój cel małej ilości straconych goli, ale 0 – 4 na pewno zadowoliło gości.
Mławianka relaksowała się dzisiaj przyjmując u siebie Shymki. Wyraźnie widać, że oba przodujące kluby, tj. Z Góry Przegrani i Mławianka oszczędzają siły na bezpośrednie starcie, decydujące o awansie. Tak też gospodarze podeszli do meczu z broniącymi się przed spadkiem graczami managera Shymo. Taktyka była jasna – pogonić towarzystwo w pierwszych 45 minutach, a potem kontrolować wydarzenia na boisku, lekko truchtając. Pomocna w tym miała być niecodzienna taktyka Mławianki, gdyż 6 graczy w strefie pomocy było zaskakujące dla wszystkich. Nie mniej cel został prawie osiągnięty, gdyż do przerwy udało się wstrzelić przyjezdnym 4 gole. Po przerwie Shymki nieco rozzłoszczone obrotem sprawy walczyło dzielnie, tracąc przy okazji zawodnika z powodu kontuzji. Prawdziwym jednak ciosem okazała się na szczęście niegroźna kontuzja czołowego zawodnika - Huberta Budzynia (Mławianka). Podobno lekarze stwierdzili, że za tydzień będzie gotowy do gry, a przecież mecz o awans właśnie w następnej kolejce. 4 – 0 to ostateczny rezultat, gwarantujący nadal prowadzenie w ta |